Zdjęcie poniżej to wczesnowiosenny jagodnik. W skrzyniach rosną: borówka brusznica, borówka amerykańska, żurawina, maliny a także: truskawki, poziomki i agrest szczepiony na pniu.
Jedną skrzynkę truskawek okryłam agrowłókniną wiosnenną- by trochę przyspieszyć zbiór. Gleba w skrzynkach w jagodniku okryta jest: ściółką ze słomy w malinach i truskawkach, natomiast w kwaśnolubnych- przekompostowaną korą.
Agrest, który rośnie na pniu pozwala mi zagospodarować glebę pod nim i tak swoje miejsce znajduje tam: czosnek ozimy i koper, który już wysiałam.
W marcu, gdy była ciepła pogoda przygotowałam zagony i przykryłam je plandekami oraz czarną agrowłókniną. Ziemia-tak okryta- ładnie się ogrzewa i nie pozwala na wzrost chwastów, które jak wiadomo pierwsze rozpoczynają wegetację- nic nie ma jeszcze na zagodach a chwasty już rosną. Plandekę i czarną agrowłókninę zdejmuję sukcesywnie wraz z rozpoczęciem wysiewów do gruntu.
Mentor i uczeń
Poniżej ubijanie grabiami rzędu- miejsca w którym wysiałam buraki.
Zauważyłam,że prace ogrodowe robię tak samo-jak mój poprzednik, który wszystkiego mnie nauczył. Podczas wspólnej pracy w zasadzie niewiele rozmawialiśmy-uczyłam się od niego poprzez obserwację- w najbardziej naturalny sposób. Teraz, gdy minął czas- zauważam,że wykonuje te same czynności tak samo- jak on- w ten sam sposób układam grabie, zaczynam pracę czy motykuję zagony. Właśnie dzisiaj podczas prac ogrodowych uświadomiłam to sobie. Szkoda,że te czasy wspólnej pracy, gdzie rozumieliśmy się bez słów już minęły.
 |
| dużo zdrowia Stanisławie -:) |
"Play is the highest form of research" A. Einstein- ten cytat i zasada mistrz i uczeń jak najbardziej pasuje do naszych relacji. Ja przez wiele lat pomagając- można powiedzieć,że się "bawiłam"- było to zajęcie całkowicie pozbawione odpowiedzialności i ciężaru jaki za sobą niesie praca w warzywniku czy ogrodzie. Piszę ciężaru, gdyż konieczność wykonywania określonych prac w czasie i brak kompromisu ze strony natury ( po prostu trzeba pewne prace wykonać nie można ich pominąć i już) była kompletnie ze mnie zniesiona. Ja tylko wysiewałam i można powiedzieć konsumowałam dobra, które rosły pod czujnym okiem ogrodnika. On nie przepuścił nigdy żadnych prac pielęgnacyjnych a swoje dobra pilnował nieraz drzemiąc na gałązkach świerkowych w pobliskim zagajniku- naprawdę-tak było. Jego postawa wzbudzała we mnie chęć spróbowania własnych sił w warzywniku- po swojemu. Chciałam siać zioła, których u niego nie było. Chciałam uprawiać fioletowy groszek i fioletową marchewkę, która u mnie już była -:). A teraz można powiedzieć,że historia zatacza koło- w tym roku mój warzywnik będzie dość prosty po wszystkich moich eksperymentach w tym roku dobijam do brzegu- uprawiam najbardziej pospolite warzywa- dużo korzeniowych-no i tylko trochę mojego "widzimisię". Pozdrawiam z warzywnika, w którym słychać śpiew ptaków i widać kicającą wiewiórkę.